Żłobki i przedszkola dla najmłodszych

Wielu rodziców woli opiekę zinstytucjonalizowaną , rozmaite ośrodki dziennego pobytu dla starszych i półkolonie na okres szkolnych wakacji. Te rozwiązania wydają się bezpieczniejsze – ośrodki są regularnie wizytowane, liczny personel gwarantuje równowagę, nie trzeba dzielić własnego domu z kimś obcym, a wychowawcy z placówki opiekuńczej nie odejdą bez uprzedzenia, zostawiając rodziców na lodzie. Ponadto opieka zinstytucjonalizowana z reguły jest tańsza niż wysoko kwalifikowana opiekunka, co więcej, odpada też problem z ustalaniem obowiązujących reguł, gdyż przedszkola i tym podobne placówki mają własne regulaminy. Jeśli nawet twój system jest nieco inny, to i tak nic nie szkodzi, ponieważ przedszkole jest dla dziecka zupełnie odmiennym środowiskiem niż dom. Najważniejsze pytanie brzmi: w jakim stopniu instytucja zagwarantuje ten sam rodzaj poczucia bezpieczeństwa i stabilności, jakie daje dom rodzinny, oraz czułą, przepełnioną osobistym zaangażowaniem opiekę?

„Pełnoetatowa” opieka nad dzieckiem

Do tego dochodzą względy ekonomiczne – w wielu wypadkach rezygnacja na kilka lat z części dochodów jest po prostu nie do przyjęcia. Inni rodzice odkrywają, że nie radzą sobie ze zmianą stylu życia – wykształcenie i praca zawodowa tak bardzo oddaliły ich od zainteresowań sprawami domowymi, że zajmowanie się wyłącznie dzieckiem, bez innych dorosłych w pobliżu, przyprawia ich o depresję. Jako ktoś, kto osobiście borykał się z tym problemem, wiem, że przyczyną takiego stanu nie jest brak miłości, tylko konflikt między miłością rodzicielską a desperacką potrzebą zachowania poczucia własnej tożsamości. Rodzic zmagający się z własną niestabilnością emocjonalną nie będzie mógł należycie zadbać o potrzeby dziecka.

Rodzina

Możesz ją kochać lub jej nienawidzić – to miejsce, w którym pokolenie dorosłych kształtuje pokolenie nadchodzące. Miejsce, w którym rodzice i inni dorośli należący do rodzinnego kręgu rozwijają w dzieciach poczucie odrębności, bezpieczeństwa i własnej wartości, a także umiejętność współżycia z drugimi, przekazują im wiedzę o życiu, uczą podstawowych umiejętności życiowych i wewnętrznego kodu zachowań, który będzie je chronił i prowadził, kiedy ich samych już zabraknie. Do tej pory rasa ludzka nie wynalazła lepszego sposobu przekazywania tych najważniejszych elementów naszej kultury kolejnym pokoleniom. Rodzina to takie miejsce, w którym, jak głosi stara mądrość, dajemy naszym dzieciom korzenie, by mogły wyrosnąć, i skrzydła, by mogły wzlecieć.

Technika

Tymczasem zniszczenie już się dokonało. Wycofanie się matek z domu otworzyło szybko rozszerzającą się przepaść, którą błyskawicznie wypełniły wytwory techniki. Nie mając w pobliżu nikogo, kto by z nimi śpiewał i rozmawiał, dzieci nauczyły się gapić bezmyślnie w telewizor. Ponieważ nie było matek, które ugotowałyby posiłek i zachęciły rodzinę do wspólnego jedzenia, przemysł spożywczy uraczył nasze dzieci przetwarzanymi produktami. Skoro zabrakło dorosłych nadzorujących zabawę w domu i na dworze, dzieci zwróciły się ku elektronicznym zabawkom, sprzyjającym siedzącemu trybowi życia. A kiedy po całym dniu pracy rodzice byli zbyt zmęczeni, by położyć spać swoje pociechy, elektroniczne zabawki zaczęły brzęczeć do późna w nocy, czyniąc dzieci jeszcze trudniejszymi do okiełznania. Rezultaty widoczne są na każdym kroku – zniechęceni, obojętni młodzi ludzie ze skłonnościami do autodestrukcji, jacy otaczają nas wszędzie.

Podjadanie

Zdarza się jednak, że dzieci muszą wziąć coś na ząb, żeby wyciszyć głód, na przykład po powrocie ze szkoły do domu. Zdaniem Susan Jebb najlepszym sposobem na to, aby zawsze były to zdrowe przekąski, jest uczynienie z domu strefy całkowicie wolnej od niezdrowego jedzenia. Likwidujemy wszelką pokusę, dla dorosłych także. Na stronie internetowej rządu Australii znalazłam następującą listę podpowiedzi, którą po wydrukowaniu powiesiłam na wewnętrznej stronie drzwiczek szafki kuchennej: owoce świeże i suszone, krakersy z serem albo masłem fistaszko- wym, jogurt, chleb rodzynkowy, muffinki, chipsy albo kawałki surowych warzyw z dipami, bułki, babeczki. Ilekroć przyjdzie mi do głowy jakaś nowa propozycja, od razu dopisuję ją do listy, na której znalazły się już dodatkowo: popcorn, sardynki na chlebie tostowym i gotowane jajka. Aby uwolnić dzieci od pułapki napojów gazowanych, trzymaj w domu wyłącznie wodę, mleko, rozcieńczone soki owocowe albo gorącą czekoladę.

ROZWÓJ ŻYCIA NA ZIEMI

Innym przykładem mniejszej zawartości deuteru w wodzie jest rozwój życia na Ziemi. Rozwinęło się ono gwałtow­nie po wyjściu zwierząt na ląd, a więc wtedy, gdy uwolniły się one od środo­wiska zawierającego dużo deuteru. Również rozkwit bujnego życia roślinnego i istnienie wielkich gadów kopalnych można powiązać ze zmianami ilości deuteru w wodach lądowych. Kolejny argument to długowieczność ludzi żyjących w górach lub z dala od morza, gdzie opady przynoszą małe ilości ciężkiej wody. Z kolei w obszarach równikowych żyją Pigmeje — być może otrzymują w pożywieniu i napojach zbyt wiele deuteru. I ostatni przykład — przeloty ptaków, które zdążają na północ, w warunki znacznie mniej sprzyjające życiu, aby spłodzić potomstwo. Być może w ten sposób zapewniają mu większą odporność i siłę na całe życie. To samo dotyczy ryb, które na tarło dążą w górę rzek. A więc może legendy o „wodzie życia” nie są wcale legendami?

Matematyka największą zmorą szkolną.

Każdy człowiek jest inny i każdy lubi coś odrobinę innego. Przekłada się to na całe nasze życie – to co jemy, gdzie chodzimy, jak się ubieramy. Odnośnie dzieci i nastolatków, ich największe sympatie i antypatie uwidaczniają się często w stosunku do przedmiotów szkolnych. Jedni lubią naukę o przyrodzie i dlatego uwielbiają chodzić na biologię. Inni mogliby całymi dniami rysować i z niecierpliwością czekają na cotygodniowe zajęcia z plastyki. Starsze dzieci zaś, w wieku lat kilkunastu, często z zapałem śledzą lekcje informatyki. Jest jednak pewne podobieństwo odnośnie antypatii – zarówno młodszych, jak i starszych uczniów. Otóż najbardziej nielubianym przedmiotem okazuje się być matematyka. Potwierdzają to zresztą bardzo słabe wyniki prac maturalnych (zarówno tych właściwych, jak i próbnych) z tego właśnie przedmiotu. Bardzo duża część, bo prawie połowa, nie zdaje go zaś w ogóle. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiadomo do końca. Być może dużo winy w tym szkół, które zatrudniają matematyków niepotrafiących odpowiednio przekazać materiał swoim uczniom. Ponadto dzieci zniechęca konieczność ciągłego zapamiętywania coraz to nowych wzorów, bez których nie da się rozwiązać zadania.

Agresywne dziecko problemem dla rodziców

Niestety nie ma szkoły uczącej jak być dobrym rodzicem, jak postępować, aby nasze dzieci były dobrze wychowane i szczęśliwe. Niestety rodzice mają problemy w szczególności z dziećmi, które wszyscy nazywają niegrzecznymi. Czy powodem jest złe wychowanie dziecka, czy problemem jest dziecko, które i tak byłoby niegrzeczne niezależnie od wychowania rodziców. Rodzice zanim skwitują, że ich dziecko jest złe, powinni się zastanowić co jest powodem ich złego zachowania. Trudno jest kochać dziecko, które sprawia kłopoty, jest przyczyną stresu oraz wstydu przed ludźmi. Takie dzieci sprawiają, że rodzice słyszą mnóstwo skarg na ich dziecko. Często się zdarza, że jedną z przyczyn agresywnego zachowania dziecka jest frustracja, która się pojawia wtedy, gdy niezaspokajanie są podstawowe potrzeby, do których można zaliczyć: uwagę, akceptację oraz poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli dorosły odpowiada na agresję również agresją zaczyna się zamknięte koło z którego nie ma wyjścia. Jeżeli rodzic nie jest w stanie porozumieć się z dzieckiem powinien poszukać profesjonalnej pomocy i to nie zwlekając, aby problemy nie zaszły zbyt daleko.

Dziecięca miłość.

Dzieci nie rozumieją jeszcze słowa miłość. Kiedy mówią, że kogoś kochają to nie oznacza to takiego prawdziwego kochania, nie wiedzą dobrze co oznacza to słowo. Każdy z nas oczywiście niejednokrotnie boki zrywa, kiedy przypomina sobie miłostki szkolne dziecka, który wracając z przedszkola opowiada swoje przygody miłosne i mówi to tak bardzo poważnie. Oczywiście nie możemy się wtedy śmiać, bo byłby to wówczas nasz największy błąd. Miłostki dziecięce mijają z dnia na dzień. Nie trwają długo i raczej nie powodują złamanego serca u dziecka. Zamiast jednej dziewczyny jest inna i tak to się kręci. Oczywiście dziecko to na swój sposób przeżywa, aczkolwiek nie przywiązuje do tego aż tak wielkiej wagi jak osoba dorosła, która zna pojęcie miłości i wszystkiego co jej towarzyszy. Dziecięce miłostki przygotowują dziecko do późniejszych zauroczeń, ale także do miłości tej jedynej i prawdziwej, dlatego nie warto dziecku w tym wszystkim przeszkadzać. On to po swojemu przeżyje, aczkolwiek poradzi sobie z tym wszystkim.

Niechęć do szkoły, czy może fobia szkolna?

Każdy rodzic chciałby, aby jego dziecko nie miało problemów w nauce i nie musiało stresować się żadnym aspektem chodzenia do szkoły. Rzeczywistość jednak nie jest taka kolorowa. Każdy, czy to młodsze dziecko, czy też nastolatek, ma w pewnym momencie dość chodzenia do szkoły i wysłuchiwania długich lekcji, z których część w ogóle go nie interesuje. W okresie gimnazjum charakterystyczne są wagary, natomiast dla uczniów podstawówki bardziej znanym sposobem na unikanie szkoły jest udawanie gorączki i słynne wkładanie termometru do kubka z ciepłą herbatą. Co jednak, jeśli nasze dziecko notorycznie unika chodzenia na lekcje? Jeśli sytuacja przedłuża się i nie chodzi tutaj o stres przed pojedynczą klasówką, czy też konkretnymi zajęciami z nauczycielem, którego dziecko nie lubi – problem może być poważny i tkwić zupełnie gdzie indziej. Otóż możliwe, że nasze dziecko cierpi na fobię szkolną. Oznacza to, że chodzenie do szkoły, a nawet myśl o niej, wywołuje w dziecku ogromny lęk, którego nie jest w stanie opanować. Wiąże się to także z typowo fizycznymi objawami, jak silne bóle brzucha, mdłości czy zawroty głowy. Jeśli stwierdzimy takie objawy, koniecznie pójdźmy z dzieckiem do psychologa lub pedagoga szkolnego.

Od noworodków do trzylatków

W najważniejszych latach życia dzieci wymagają przede wszystkim stałej, indywidualnej opieki i znajomego otoczenia. Tu możliwości są następujące: opieka rodzica (rodziców) albo innego oddanego członka rodziny (na tyle młodego, aby zaspokoić potrzeby małego dziecka),
opieka zastępcza, np. niania, opiekunka wykwalifikowana czy bez kwalifikacji (im wyższe kwalifikacje, tym większe prawdopodobieństwo, że opieka będzie dobra), w twoim własnym domu albo w domu opiekunki, żłobek, w którym panują warunki możliwie jak najbardziej zbliżone do domowych. Unikaj:
placówek, gdzie kontakt z rodzicami jest ograniczony częstej zmiany opiekunów czy żłobków kiepskich żłobków
opieki zinstytucjonalizowanej przez okres dłuższy niż kilka godzin dziennie.
Szukaj takiej opieki, która zapewni: metody wychowawcze, możliwie najłagodniejsze przejście od opieki rodzicielskiej do zorganizowanej,
solidnych, wiarygodnych opiekunów, na których możesz polegać, okazje do dziecięcych zabaw z rówieśnikami, w poczuciu bezpieczeństwa i pod okiem dorosłego.

DETOKSYKACJA OPIEKI NAD DZIECKIEM

Upewnij się, że dobrze rozumiesz różnicę między opieką nad dzieckiem a edukacją. W najwcześniejszych latach życia dziecka procesy nauczania przebiegają w sposób raczej nieformalny, jednak począwszy od szóstego roku, stopniowo zaczyna się coraz bardziej sformalizowana edukacja. Dobrze jest potraktować formalną naukę jako pracę dziecka (wymagającą wysiłku umysłowego i dyscypliny), a opiekę zinstytucjonalizowaną, z elementami skoncentrowanej na dziecku nieformalnej nauki, za czas odpowiadający pobytowi w domu.
Biorąc pod uwagę powyższe założenia, prawidłowa opieka zinstytucjonalizowana powinna zapewniać warunki możliwie jak najbardziej zbliżone do tych, jakich oczekiwalibyśmy w domu. Nie zostawiaj szukania odpowiedniej instytucji opiekuńczej na ostatnią chwilę, gdyż może cię to zmusić do kompromisów, jeśli chodzi o jakość.

Miłość i pieniądze

Często rodzice, którzy nie widzą sensu w szukaniu i opłacaniu jak najlepszej opieki dla swojego dziecka, urabiają sobie ręce po łokcie, żeby mieć pieniądze na dodatkowe zajęcia albo sprzęt elektroniczny dla niego. Społeczeństwo nauczyło nas wierzyć, że pieniądze, ciężka praca i dobra konsumpcyjne mogą rozwiązać większość problemów. Niestety, problemu przedszkolaków gryzących kolegów, pierwszoklasistów zmuszanych do pisania, zanim jeszcze nauczą się mówić, i dzieci na kilka godzin dziennie zamykanych w szkole z niewykwalifikowanymi opiekunami, nie da się rozwiązać, kupując najnowsze, naszpikowane techniką gadżety. Problem, kto zajmie się naszymi dziećmi, nie zniknie sam, w miarę jak będzie postępował dwudziesty pierwszy wiek.

Prawo do samorealizacji

W świecie, w którym wszyscy dorośli – kobiety podobnie jak mężczyźni – domagają się ekonomicznej niezależności, kwestia wychowania dzieci stwarza polityczne, ekonomiczne, społeczne i emocjonalne problemy. Aby się z nimi uporać, wszyscy dorośli – zarówno mężczyźni, jak i kobiety – muszą zrozumieć, co właściwie obejmuje prawidłowa opieka nad dzieckiem. Wbrew mniemaniom wielu polityków wychowanie dziecka nie jest tym samym co opiekowanie się nim, nie jest też rodzajem wyścigu, w którym szanse na zwycięstwo można zwiększyć wcześniejszym rozpoczęciem sformalizowanej edukacji czy niekończącym się „wzbogacaniem”. Opieka nad małym dzieckiem wymaga wiedzy, która w przeszłości była przekazywana w linii żeńskiej z pokolenia na pokolenie, a która obecnie zbyt często jest zapomniana. Podczas gdy genetyczne dziedzictwo i hormony sprawiają, że istoty ludzkie niemal bezwarunkowo kochają swoje potomstwo, nasz gatunek zdaje się coraz bardziej tracić pewność co do tego, jak się nim opiekować, by była to opieka prawidłowa.

Wiecznie goniący za czymś dorośli

Często bywają nieświadomi takich potrzeb. Carl Honoré w swojej książce In Praise of Slow zawarł następujące zdanie: „Dla dorosłych, przyzwyczajonych do tego, że każda sekunda się liczy, swobodna, beztroska zabawa wygląda na stratę czasu”. Myślę, że moja przyjaciółka, która kazała swojemu synowi fikać koziołki, była przerażona, że dziecko pozostawione samo sobie będzie się nudzić. Prawdopodobnie miała zresztą rację. Dzieci, które mają każdą chwilę wypełnioną zorganizowanymi zajęciami, nie uczą się samodzielnego myślenia czy ćwiczenia wyobraźni. Stają się zależne od innych, którzy ich uczą, zabawiają i zajmują się nimi, i w konsekwencji łatwo się nudzą, a wówczas domagają się jeszcze większej liczby zajęć, rzeczy czy zabawek, żeby wypełnić czymś nudę, a rodzice pod wpływem mocnego koktajlu miłości, poczucia winy i obawy – rzucają się, aby zarobić jeszcze więcej pieniędzy, w desperackiej próbie uczynienia ich szczęśliwymi.

Zajęcia dodatkowe

Oczywiście,  mogą być bardzo korzystne – na przykład dwie albo trzy godziny tygodniowo, w zależności od zainteresowań dziecka i pod warunkiem że nie ma ono już powyżej uszu zorganizowanych zajęć jako części wydłużonego dnia szkolnego. Kółka i treningi sportowe pomagają rozwijać nowe umiejętności, uczą dzieci współżycia z rówieśnikami i właściwego planowania czasu. Dzieciom w wieku szkolnym przyda się również parę chwil spędzonych beztrosko przed telewizorem – jeśli już nie w innym celu, to chociażby po to, aby nie odstawały w rozmowach z rówieśnikami – albo na zabawie sprzętem elektronicznym. Ale potrzeba im też czasu na zwykłe, domowe zajęcia opisane w rozdziale 5, na swobodną, niezorganizowaną zabawę czy po prostu na marzenia.

Współczesny świat

Kręci się tak szybko i każdy za wszelką cenę stara się dotrzymać kroku tym zmianom, że nie ma czasu, aby przystanąć na chwilę i zastanowić się, „dlaczego właściwie to robię”. Mit dobrze wypełnionego czasu, kwitnący rynek zabawek i aktywności zorganizowanych oraz ekwipunku służącego ich uprawianiu, dodane do spowodowanej emocjami mieszanki, sprawiają, że rodzice czują się w obowiązku zarabiać coraz więcej i więcej, przez co coraz mniej czasu spędzają w domu. Tymczasem kluczem do prawidłowego rozwoju dziecka jest obecność, nie prezenty, a dzieci cierpiące na nadmiar mogą być tak samo emocjonalnie zubożone jak te, które posiadają zbyt mało.